Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aukcja charytatywna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aukcja charytatywna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 kwietnia 2012

Unikalny GIGANT - owoc eksperymentów ;D

Panie i Panowie!

Mam nadzieję, że czas świąteczny upłynął Wam miło i przyjemnie. :) Ja podróżowałam tu i ówdzie, było bardzo rodzinnie, a zwieńczyło się maraton-sprintem po centrum Katowic, który to długo tworzył świszczące echo w moich płucach :> ale w nagrodę w jednym przedziale podróżował ze mną kot, choć w transporterze ;)

Chciałam Wam zaprezentować "dziecko" moich ostatnich eksperymentów w laboratorium hodowli kotkulków ;) Wynik tego jest zaiste WIELKI - ledwo się mieści w jednej dłoni. Jakem to opisała na aukcji: w jego brzuszku zmieściło by się dużo kotkulków olbrzymich, a jeszcze więcej kotkulków standardowych ;D Ale nie jest kotkulkojadem - zdradzę sekret - jego brzuszek jest wypełniony styropianem ;D Dzięki czemu jest leciutki, otoczony miękką i miziastą wełną z merynosów w kolorze wrzosowym. Pućki, wnętrza uch i brzuszek na środku ma kolor pudrowego różu, jasnoróżowy nosio i czarne, lśniące oczka. Na zdjęciach, dla porównania, pozuje z kotkulkiem standardowym.

Co tu gadać - zdjęcia! Kotkulek GIGANT jaki jest, każdy zobaczy:

A na powyższym zdjęciu pozuje jeszcze timer - minutnik - GRUBY, piękny i posępny kot. Ukochałam jego design i wygrzebałam spod ziemi chyba ostatnie dostęne sztuki z województw mazowieckiego i łódzkiego ;) W internecie jest jeszcze dostępny jego czarny brat za 69,90.

Teraz uwaga! :) unikatowy KOTKUL GIGANT jak i kotkowy minutnik dostępne są w licytacji na kocim bazarku miau.pl: TUTAJ :)

a beneficjentami zostanie wiele, wiele kotów pozostających pod czułą opieką Praksedy.

Kim jest Prakseda?


Praksedą jest Pani Agnieszka. Poznałam Ją podczas akcji odławiania z cmentarza na Woli bezdomnego, rezydującego tam Buraka. Burak był najbardziej z miziastych tamtejszych bezdomiaków, ocierał się o nogi, podskakiwał główkę do ręki i ją głaskał czołem ;) jednocześnie będąc niezłym MACZEM - szefował tamtejszej grupie. Tak wyglądał w czerwcu 2011, choć na zdjęciach wyszedł wyjątkowo GRUBO i czerstwo - w rzeczywistości na stojąco był cienki jak opłatek i pod odwodnioną skórą prezentował się cały szkielecik, skąd wziął przezwisko "Szkieletor". Na plerach ma irokeza będącego świadectwem choroby nerek:

cmentarz - zdj. my


Wtedy z pomocą przyszła nam Osoba, o której wcześniej tylko słyszałam w środowisku kocich wolontariuszy - Prakseda właśnie. Mając pod opieką multum swoich kocich bied, użyczyła nam talonu i załatwiła hospitalizację, na którą normalnie nie byłoby nas stać. A co przy tym Ją charakteryzowało - okazała się osobą zupełnie-kompletnie-naturalnie ujmująco skromną i prostolinijną, życzliwą, delikatną. A ja ach, uwielbiam takie rzadko spotykane Osoby! Przy czym nie wspomnę nawet, jaką SKUTECZNĄ Ona jest Osobą ;) pod względem prokociej pomocy. Buraczek jest naprawdę maleńkim, maciupcim okruszkiem w jej kocim dorobku ;) [oczywiście przesyłam uściski i ucałowania dla innych osób <3, które przyczyniły się do jego happy-endu, m.in. Kasię, panią Anię i panią Martę, u której teraz łaskawie rezyduje i gdzie ma najlepiej na świecie :D jednak to pomoc Praksedy stanowiła podwalinę dla pomocy Burakowi]. Burak teraz:

Były nerkowy szkieletor - dziś pięć kilo żywej wagi. Zdj. mziel52
 I tak, post wydłuża się niemiłosiernie a Burak to tylko odprysk i jeden przykład z morza takich historii, ale nie sposób o tym nie napisać. Zawsze mam tak, że chcę przekazać wszystko ze szczegółami, żeby uzasadnić swój wybór.

Parę miesięcy po tym przeczytałam relację wolontariuszki z Gdańska, która dowiedziała się, jaki jest powód przerzedzenia wolno żyjącego stadka, które sterylizuje i dokarmia. Otóż na bazarkach zakwitł stary zabobon, jakoby skórka z kota pomagała na jakieś choroby. Nie wiem po ile akurat szły koty na skórki, ale SZŁY niestety. I trzeba je było ewakuować. Ponieważ moje warunki lokalowe były na okres niecałego miesiąca, powiedzmy, sprzyjające - dałam cynka, że podczas transportu k'warszawskiego można dorzucić 2 sztuki, które krótko się mogą u mnie przechować. I dostałam! :D Dwa przepiękne pinglątka, które jednak były małymi dzikunami - oj niełatwo się wpuszczało kropelki do sklejonego ropą oka Różanny :D Kiedyś Tarzan i Jane, dziś Gucio i Rózia (w odwrotnej kolejności od lewej;)):

...a tak się podawało Rózi gentamycynę w kropelkach do oczu. Czy to mała, słodka kotka, czy straszliwy dzik? :D

Ponieważ Rózia miała problemy zdrowotne, kocia sieć ;D przysłała nam Konsultanta. No i kim okazał się konsultant? Praksedą. Gdy nasz wspólny czas minął i pingwiny musiały się gdzieś przenieść, z pomocą przyszła Prakseda...

No i tak na razie kończy się opowieść o moich kontaktach z Panią Agnieszką, nie przestaję jednak czasem zerkać na to, jak Jej wiedzie się misja :) i coraz bardziej Ją podziwiam! Bo życie i moje skromne dłubanie "w kotach" pokazuje, że gdzie kot w opałach, tam Ona.

No! To skoro już wytłumaczyłam, dlaczego i że och i ach :D mam nadzieję, że wybór mój jest dostatecznie uzasadniony i nikt nie będzie miał wątpliwości, że warto zainwestować w tak kompleksowe koto-pogotowie.
A na dodatek powiem, że Prakseda kandyduje w węwnętrznym głosowaniu forum miau.pl - i serdecznie zachęcam wszystkich zarejestrowanych na forum, aby na Nią głosowali. [A jak wygra to oczywiście we KRAKVECIE, który funduje wsparcie w postaci karmy kociej - dam znać, kiedy tam głosowanie będzie otwarte].

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Małgosia

niedziela, 6 listopada 2011

Kotkulkowa torebka

Cześć,

dziergając sobie kotkulki co jakiś czas mam ochotę spróbować czegoś trochę innego - folguję tym zachciankom, o ile pozwala mi na to stan igieł (osoby filcujące igłami znają dojmujący ból złamania ostatniej niezłamanej igły w stadzie). Ostatnim moim eksperymentem jest filcowa torebka - oczywiście namaszczona "płaskorzeźbami" kotkulków :)
Torebka jest nieduża, acz całkiem zgrabna - oczywiście, jak na kotkulki przystało - okrągła. Okrągłe ma też uszko do trzymania. A na każdej z jej okrągłych stron - po 6 okrągłych kotkulków (w odcieniach okołonaturalnych ;)). Każdy z nich jest wypukły, ma wystający pyszczek, nosek - słowem -  pół 3D ;) zerkają sobie z torebki błyszczącymi oczkami.
Niestety sesja zdjęciowa, mimo kolejnych prób, nie udała się. Torebka za każdym razem wychodzi na zdjęciach dużo gorzej, niż w rzeczywistości (trochę to może i nieskromne, ale naprawdę, w realu jest taka CUTE, mięciusia i kotkowa...).
Postanowiłam jednak, że torebka przyczyni się do mojego największego HOBBY, czyli prokociej działalności. Wspomniałam już w pierwszym poście, że najbardziej istotnym jej aspektem dla mnie jest ograniczenie namnażania się kotów miejskich (wolno żyjących) w postępie ciągu geometrycznego. Oczywistą sprawą jest, że koty są potrzebne w ekosystemie przestrzeni miejskiej (i wiejskiej ;)), jednak moim marzeniem jest, by była to ograniczona liczba kotów zdrowych, zadbanych i bezpiecznych. Krótko sens tego pokazuje miau.pl-owa rycina:
Tym razem celuję w Kasę Kastracyjną dzialającą przy miau.pl  - kasa wspiera wolontariuszy i ludzi, których absolutnie nie stać na zabieg sterylizacji/kastracji własnego kota.
3/4 z licytacji torebki zasili fundusz kasy, 1/4 zaś pomoże mi kupić nowe igły do filcowania, żeby handmade prokoci nie wygasał :)
No to teraz w końcu prezentacja kotkulkotorebki :D























Tyle :) jeśli komuś się podoba, można nabyć ją na dziale Bazarku forum miau.pl, pod TYM linkiem. Tylko do wtorku !!