Mam nadzieję, że majówka mija Wam wyśmienicie. Mi mija całkiem wyśmienicie - w doborowym towarzystwie ]:-> Nie to, żebym za nikim nie tęskniła - ale Żaba i Szymon w pobliżu :D Szymon jest moim - wg mowy forumowej - TŻ-em ;) i wiernym, prokocim orędownikiem i pomocnikiem. Żaba natomiast jest Istotą Szarą mojego mózgu ;) Żeby nie było zbyt schizofrenicznie - Żaba już wystąpiła raz na kotkulkowym blogu, w poście o szarościach. Żaba narodziła się w okolicach lipca 2005 roku, na działce w podlubelskiej kancelarii prawnej. Matką Żaby była bura, półdzika kocica, ojciec pozostaqje nieznany, acz na pewno był wyględny. Żaba była najmniejszym, ostatnim i chorowitym wypierdkiem wśród czwórki rodzeństwa - jako jedyna też była szara wśród tłustych burasków. Żabę dojrzałam na zdjęciu na adopcyjnej stronie miau.pl. Mimo że była najmniejsza, zaczepiała bure kluseczki :> i tak jej zostało. Pewnego dnia październikowego Żaba została zamknięta w pudełku i przywieziona pod Warszawę. Miała wtedy trzy miesiące, koci katar w lekkiej, acz uporczywej postaci i niedożywienie objawiające się głową nieproporcjonalnie dużą do reszty ciałka. Nie była zanadto oswojona :> i to utrzymywało się dosyć długo. Dopóki nie zajarzyła, że to ona rządzi i wtedy już nigdy, przenigdy nie poazwoliła sobie narzucić niczyjej woli ;D Jak będzie można zauważyć, proporcje głowy i ciała radykalnie się odwróciły, choć nie był to błyskawiczny proces. I nie, nie odchudzę Żaby, bo Żaba się odchudzić nie pozwala. Żaba na złość mamie odmrozi sobie uszy i jak będzie miała za mało odpowiednich chrupeczek, tedy jeść będzie ostentacyjnie druciki, śrubki, reklamówki, wstążeczki, niteczki, guziczki, biżuterię. A moja wyobraźnia pozwala mi dojrzeć opcję Żaby rozkrojonej na stole wetowym i weta dłubiącego w jelitkach - no wai! :]
Żaba zaczęła od bycia kotem mieszkaniowym ;) jednak charakterologicznie predestynowana do ogrodnictwa, więc dużym nakładem sił została przysposobiona, aby ograniczać swoje wycieczki do bezpiecznego podwórka, na którym teraz stróżuje. W ściśle określonych godzinach na ściśle określonych warunkach. Wiedzą o tym przechodnie i ich dzicięcia ludzkie, gdyż można posłyszeć z ulicy "oo, dziś nie ma kotka... może jutro!" :]
Żeby nie przedłużać, gdyż o Żabie mogę pisać w nieskończoność - ilustracja :)
Treściwie, bo zepsuła mi się klawiatura :( więc korzystam z uprzejmości :)
Znana z poprzedniego mego posta Prakseda miażdżącą większością wygrała głosowanie wewnętrzne miau.plowiczów, tym samym można już z czystym sumieniem głosować na Nią w ankiecie Krakvetu - filantropa karmowego :)
Krótko ococho - Krakvet jest sklepem/hurtownią karmy dla zwierząt i co miesiąc przeznacza jakąś sumę w postaci karmy na rzecz dobroczynnego beneficjenta wyłonionego w głosowaniu.
Bardzo więc proszę o zagłosowanie w tamtejszej ankiecie na Praksede.
Instrukcja głosowania:
1. wchodzisz na stronę http://www.krakvet.pl/forum
2. wciskasz link Rejestracja
3. wyskakuje opis, a Ty zaznaczasz: zgadzam się na te warunki i mam powyżej 13 lat
4. wyskakuje wniosek rejestracyjny, a Ty go wypełniasz: pole użytkownik, email, dwa razy hasło oraz wpisujesz kod z obrazka
i wciskasz"wyślij"
5. dostajesz na maila (często ląduje on w spamach), którego podałeś, wiadomość aktywacyjną i klikasz na ten przysłany link
6. logujesz się na Forum Krakvetu http://www.krakvet.pl/forum wpisując nazwę użytkownika i hasło
7. piszesz na forum jeden zgodny z regulaminem KV post np. w wątku "Poznajmy się" -> dział "Pomoc dla schronisk"
8. na forum wybierasz dział "Pomoc dla schronisk"
9. dalej wybierasz „Głosowanie na schronisko, które otrzyma pomoc - kwiecień 2012”
10. wyskoczy Ci ankieta- zaznaczasz aktualnego beneficjenta
i klikasz pod ankietą „wyślij”.
Jeśli jesteś zarejestrowany na Krakvecie i pamiętasz nick oraz login zaczynasz od punktu nr 6!
Kotkulki polecają! :D
a u nas co? w tym momencie powstaje czarno-biały świnklusek morski, a ostatnim dokonaniem w nowej maści jest pewien ryży piękniś:
Mam nadzieję, że czas świąteczny upłynął Wam miło i przyjemnie. :) Ja podróżowałam tu i ówdzie, było bardzo rodzinnie, a zwieńczyło się maraton-sprintem po centrum Katowic, który to długo tworzył świszczące echo w moich płucach :> ale w nagrodę w jednym przedziale podróżował ze mną kot, choć w transporterze ;)
Chciałam Wam zaprezentować "dziecko" moich ostatnich eksperymentów w laboratorium hodowli kotkulków ;) Wynik tego jest zaiste WIELKI - ledwo się mieści w jednej dłoni. Jakem to opisała na aukcji: w jego brzuszku zmieściło by się dużo kotkulków olbrzymich, a jeszcze więcej kotkulków standardowych ;D Ale nie jest kotkulkojadem - zdradzę sekret - jego brzuszek jest wypełniony styropianem ;D Dzięki czemu jest leciutki, otoczony miękką i miziastą wełną z merynosów w kolorze wrzosowym. Pućki, wnętrza uch i brzuszek na środku ma kolor pudrowego różu, jasnoróżowy nosio i czarne, lśniące oczka. Na zdjęciach, dla porównania, pozuje z kotkulkiem standardowym.
Co tu gadać - zdjęcia! Kotkulek GIGANT jaki jest, każdy zobaczy:
A na powyższym zdjęciu pozuje jeszcze timer - minutnik - GRUBY, piękny i posępny kot. Ukochałam jego design i wygrzebałam spod ziemi chyba ostatnie dostęne sztuki z województw mazowieckiego i łódzkiego ;) W internecie jest jeszcze dostępny jego czarny brat za 69,90.
Teraz uwaga! :) unikatowy KOTKUL GIGANT jak i kotkowy minutnik dostępne są w licytacji na kocim bazarku miau.pl: TUTAJ :)
a beneficjentami zostanie wiele, wiele kotów pozostających pod czułą opieką Praksedy.
Kim jest Prakseda?
Praksedą jest Pani Agnieszka. Poznałam Ją podczas akcji odławiania z cmentarza na Woli bezdomnego, rezydującego tam Buraka. Burak był najbardziej z miziastych tamtejszych bezdomiaków, ocierał się o nogi, podskakiwał główkę do ręki i ją głaskał czołem ;) jednocześnie będąc niezłym MACZEM - szefował tamtejszej grupie. Tak wyglądał w czerwcu 2011, choć na zdjęciach wyszedł wyjątkowo GRUBO i czerstwo - w rzeczywistości na stojąco był cienki jak opłatek i pod odwodnioną skórą prezentował się cały szkielecik, skąd wziął przezwisko "Szkieletor". Na plerach ma irokeza będącego świadectwem choroby nerek:
cmentarz - zdj. my
Wtedy z pomocą przyszła nam Osoba, o której wcześniej tylko słyszałam w środowisku kocich wolontariuszy - Prakseda właśnie. Mając pod opieką multum swoich kocich bied, użyczyła nam talonu i załatwiła hospitalizację, na którą normalnie nie byłoby nas stać. A co przy tym Ją charakteryzowało - okazała się osobą zupełnie-kompletnie-naturalnie ujmująco skromną i prostolinijną, życzliwą, delikatną. A ja ach, uwielbiam takie rzadko spotykane Osoby! Przy czym nie wspomnę nawet, jaką SKUTECZNĄ Ona jest Osobą ;) pod względem prokociej pomocy. Buraczek jest naprawdę maleńkim, maciupcim okruszkiem w jej kocim dorobku ;) [oczywiście przesyłam uściski i ucałowania dla innych osób <3, które przyczyniły się do jego happy-endu, m.in. Kasię, panią Anię i panią Martę, u której teraz łaskawie rezyduje i gdzie ma najlepiej na świecie :D jednak to pomoc Praksedy stanowiła podwalinę dla pomocy Burakowi]. Burak teraz:
Były nerkowy szkieletor - dziś pięć kilo żywej wagi. Zdj. mziel52
I tak, post wydłuża się niemiłosiernie a Burak to tylko odprysk i jeden przykład z morza takich historii, ale nie sposób o tym nie napisać. Zawsze mam tak, że chcę przekazać wszystko ze szczegółami, żeby uzasadnić swój wybór.
Parę miesięcy po tym przeczytałam relację wolontariuszki z Gdańska, która dowiedziała się, jaki jest powód przerzedzenia wolno żyjącego stadka, które sterylizuje i dokarmia. Otóż na bazarkach zakwitł stary zabobon, jakoby skórka z kota pomagała na jakieś choroby. Nie wiem po ile akurat szły koty na skórki, ale SZŁY niestety. I trzeba je było ewakuować. Ponieważ moje warunki lokalowe były na okres niecałego miesiąca, powiedzmy, sprzyjające - dałam cynka, że podczas transportu k'warszawskiego można dorzucić 2 sztuki, które krótko się mogą u mnie przechować. I dostałam! :D Dwa przepiękne pinglątka, które jednak były małymi dzikunami - oj niełatwo się wpuszczało kropelki do sklejonego ropą oka Różanny :D Kiedyś Tarzan i Jane, dziś Gucio i Rózia (w odwrotnej kolejności od lewej;)):
...a tak się podawało Rózi gentamycynę w kropelkach do oczu. Czy to mała, słodka kotka, czy straszliwy dzik? :D
Ponieważ Rózia miała problemy zdrowotne, kocia sieć ;D przysłała nam Konsultanta. No i kim okazał się konsultant? Praksedą. Gdy nasz wspólny czas minął i pingwiny musiały się gdzieś przenieść, z pomocą przyszła Prakseda...
No i tak na razie kończy się opowieść o moich kontaktach z Panią Agnieszką, nie przestaję jednak czasem zerkać na to, jak Jej wiedzie się misja :) i coraz bardziej Ją podziwiam! Bo życie i moje skromne dłubanie "w kotach" pokazuje, że gdzie kot w opałach, tam Ona.
No! To skoro już wytłumaczyłam, dlaczego i że och i ach :D mam nadzieję, że wybór mój jest dostatecznie uzasadniony i nikt nie będzie miał wątpliwości, że warto zainwestować w tak kompleksowe koto-pogotowie.
A na dodatek powiem, że Prakseda kandyduje w węwnętrznym głosowaniu forum miau.pl - i serdecznie zachęcam wszystkich zarejestrowanych na forum, aby na Nią głosowali. [A jak wygra to oczywiście we KRAKVECIE, który funduje wsparcie w postaci karmy kociej - dam znać, kiedy tam głosowanie będzie otwarte].
Do kotkulkowa dołączył ostatnio nowy, inszy Zwierz - Świnkul Morski! Już dawny czas temu Evelin1 zainteresowana była obróceniem w filc tematu trzódki morskiej, przedstawiając serię zdjęć mega-apetycznych futrzanych klusków o wielkich, błyszczących czarnych okach :) Tako i po dłuższym czasie powstała mała, białoruda Świnkulka, czy raczej Świnkluska. Panie i panowie, Cavia porcellus filceus ;):
Swego czasu zaś padło pytanie, czy możliwym jest sfilcokulanie piesa rasy husky :) Dostałam konkretne zdjęcia bardzo przystojnego Pana Piesa i powstało kuliste odwzorowanie... Canis lupus familiaris huskis filceus:
Oraz gatunek na razie ostatni ;) liski dla Szymona. Lisek mały i lisek duży - z pozdrowieniami dla wiewiórki ;) Vulpes vulpes filceus - minor et maior:
Mam nadzieję na nowe wyzwania wkrótce :D Pozdrawiam wszystkich!
Trudno uwierzyć, że aż tyle czasu minęło od ostatniego wpisu! Zupełnie nie po mojej myśli ;) Ciągle różne życiowe zawiłości, które chyba zbyt prędko nie ustaną [chyba nigdy - SZUKAM PRACY ;) w Warszawie, najchętniej na niecały etat]... ostatnio nabrałam doświadczenia w archiwizowaniu dokumentów typu B50 ;)
No, ale do rzeczy ;) powolutku nadrabiam kotkulkowo i bardzo staram się organizować tak, żeby nie zarzucać kulania ani tworzenia innych filcaków. Jeśli ktoś kiedyś do mnie pisał w sprawie własnego kotkulka, ale kontakt "przysechł' - proszę odezwać się ponownie, bo ja się wstydzę ;) i przepraszam!
Moje najnowsze produkcje to krówek Farcik i whiskaski, a w planach gotuje się kotkulek - GIGANT :D jeszcze przed nim w próba morskich prosiaczków, o efektach powiadomię.
Tymczasem chciałam przypomnieć o BARDZO, BARDZO, BARDZO pożytecznej akcji - sterylizacji:
dziergając sobie kotkulki co jakiś czas mam ochotę spróbować czegoś trochę innego - folguję tym zachciankom, o ile pozwala mi na to stan igieł (osoby filcujące igłami znają dojmujący ból złamania ostatniej niezłamanej igły w stadzie). Ostatnim moim eksperymentem jest filcowa torebka - oczywiście namaszczona "płaskorzeźbami" kotkulków :)
Torebka jest nieduża, acz całkiem zgrabna - oczywiście, jak na kotkulki przystało - okrągła. Okrągłe ma też uszko do trzymania. A na każdej z jej okrągłych stron - po 6 okrągłych kotkulków (w odcieniach okołonaturalnych ;)). Każdy z nich jest wypukły, ma wystający pyszczek, nosek - słowem - pół 3D ;) zerkają sobie z torebki błyszczącymi oczkami.
Niestety sesja zdjęciowa, mimo kolejnych prób, nie udała się. Torebka za każdym razem wychodzi na zdjęciach dużo gorzej, niż w rzeczywistości (trochę to może i nieskromne, ale naprawdę, w realu jest taka CUTE, mięciusia i kotkowa...).
Postanowiłam jednak, że torebka przyczyni się do mojego największego HOBBY, czyli prokociej działalności. Wspomniałam już w pierwszym poście, że najbardziej istotnym jej aspektem dla mnie jest ograniczenie namnażania się kotów miejskich (wolno żyjących) w postępie ciągu geometrycznego. Oczywistą sprawą jest, że koty są potrzebne w ekosystemie przestrzeni miejskiej (i wiejskiej ;)), jednak moim marzeniem jest, by była to ograniczona liczba kotów zdrowych, zadbanych i bezpiecznych. Krótko sens tego pokazuje miau.pl-owa rycina:
Tym razem celuję w Kasę Kastracyjną dzialającą przy miau.pl - kasa wspiera wolontariuszy i ludzi, których absolutnie nie stać na zabieg sterylizacji/kastracji własnego kota.
3/4 z licytacji torebki zasili fundusz kasy, 1/4 zaś pomoże mi kupić nowe igły do filcowania, żeby handmade prokoci nie wygasał :)
No to teraz w końcu prezentacja kotkulkotorebki :D
Tyle :) jeśli komuś się podoba, można nabyć ją na dziale Bazarku forum miau.pl, pod TYM linkiem. Tylko do wtorku !!
Wbrew planom po pierwszej odezwie zapanowała cisza, wszystkiemu winien zamęt dnia codziennego oraz w większej mierze zmącenie codzienności wydarzeniami niecodziennymi ;) z tego miejsca chcę podziękować koleżankom z miau, które trzymały kciuki za powodzenia! :)
Planowałam w następnej odsłonie rozważyć kwestię (naprawdę całkiem skomplikowaną!) szarości, burości i szaro-burości kociej i w odwzorowaniach ;)
We wczesnym, jeszcze mniej zakoconym dzieciństwie, nie odróżniałam kota szarego i burego. Dość szybko zorientowałam się w tym zagubieniu, ale teraz zauważam często, że wielu ludzi nadal nie widzi różnicy. Nie wiem czy przyczyną jest szaroburość stanowiąca kontaminację szarego i burego futerka (która skądinąd też występuje w naturze ;) a szczególnie w kotkach szaro-burych obydwóch) , czy zbliżenie tonacji. Oczywiście w życiu nie wszystko jest czarno-białe (pozdrawiamy krówki ;D), ale po uświadomieniu nie da się już pomylić dwóch skrajnych przypadków kota szarego i kota burego. Żeby szybko i z grubsza zarysować problem, posłużę się własnym zdjęciem dwóch bardzo bliskich mi Istot:
Z lewej Istota Bura, z prawej Istota Szara. Widzicie różnicę? :D Kubuś jest dość ciemnym buraskiem, Żaba zaś szarakiem w typie zwanym przez kociarzy "whiskas" (na podstawie asocjacji z marketingiem tej karmy ;)):
Ogólnie rzecz biorąc klasyfikacja [ w moich oczach ;) ] zależy od tego, ile delikwent zawiera futra w odcieniach beżowych, brązowych, a ile w gamie szarości, nieraz sięgającej po odcień niebieski koci ;) Tj. skoro jest "barwa żółta samochodowa"... która jest tak naprawdę pomarańczowa, tak "kolor niebieski koci" to szary popielaty - kociarze wiedzą o co chodzi ;) dla innych, tutaj przypadek kota niebieskiego (zresztą bezdomnego - do adopcji):
Poza whiskasami, które są raczej jasno-szare z brzuszkami nawet całkiem białymi, są jeszcze ciemno szare (przykładem służy cudna Istota Asi z fundacji KOT z Torunia):
Szarości przerobione! idziemy teraz w burość, zaczynając od kotów zdecydowanie burych. W tej roli Kubuś ;P:
Charakterystyczny jest tutaj karmelowy odcień brzuszka i delikatne, zgaszone brązy. :) Burości! Inny bury przykład z odcieniami toffi, tym razem centkowany i do adopcji, Wincęty Cęturion:
I wreszcie ostatnia kombinacja, w która łączy oba trendy :D Koty szaro-bure. Nie całkiem odcienie karmelkowe, nie całkiem szarości, bo przyprószone zgaszonym brązem. Niżej marmurkowy cmentarny Mramorek - do adopcji:
...i znów szaro-burek, kot miejski z Brwinowa:
Tak to z grubsza dzielę sobie. Na kotkulki przekłada to się następująco ;)
Kotkulki jasnoszare whiskasowe:
Kotkulki niebieskie kocie:
Kotkulki ciemnoszare:
(wyżej ciemnoszary z lewej, whiskasik z prawej (w środku lawendowy)).
Teraz bury karmelkowy:
Bury w zgaszonej tonacji (+ charakterystyczny dla burków ceglany nosek :)):